VARDIS.
Zimna wojna/Zimna wojna

26 września 1983. Noc, w której system pomylił się co do wojny

Kilkanaście minut po północy radziecki system wczesnego ostrzegania zameldował start pięciu amerykańskich pocisków międzykontynentalnych. Oficer dyżurny w bunkrze pod Moskwą uznał to za awarię i miał rację: satelity wzięły odblask słońca od chmur za płomienie silników. Opowiadamy tę noc, rok 1983 i to, gdzie w tym wszystkim była Polska.

Sebastian Baryś57 min czytania

Z tej publikacji dowiesz się:

  • 01Kilkanaście minut po północy 26 września 1983 roku w bunkrze Sierpuchow-15 pod Moskwą system wczesnego ostrzegania Oko zameldował start jednego amerykańskiego pocisku międzykontynentalnego, a po chwili czterech kolejnych. Na ekranie zapaliło się czerwone słowo START.
  • 02Oficer dyżurny, ppłk Stanisław Pietrow, uznał meldunek za awarię. Rozumował, że prawdziwe pierwsze uderzenie oznaczałoby setki startów naraz, a nie pięć, i że radary naziemne niczego nie potwierdzają. Nie miał prawa niczego odpalić; miał obowiązek zameldować wyżej.
  • 03Przyczyną było rzadkie ustawienie światła słonecznego na wysokich chmurach nad Dakotą Północną względem orbit satelitów. System nie odróżniał odblasku od płomienia silnika. Poprawka polegała na dołożeniu kontroli z satelity geostacjonarnego.
  • 04Sprawa była tajna do 1998 roku, gdy ukazały się wspomnienia gen. Jurija Wotincewa. Pietrow nagrody nie dostał; dostał reprymendę za braki w dzienniku bojowym. W Warszawie, w Ogrodzie Sprawiedliwych, stoi poświęcony mu kamień.
Nocny start pocisku międzykontynentalnego Minuteman III z bazy Vandenberg
Nocny start nieuzbrojonego pocisku międzykontynentalnego Minuteman III z bazy Vandenberg, październik 2020. Dokładnie taki obraz, smugę rozgrzanych gazów widzianą z góry na tle ciemnej Ziemi, miały wykrywać radzieckie satelity systemu Oko. W nocy 26 września 1983 roku system zameldował pięć takich startów. Nie było żadnego.Fot. Michael Peterson / U.S. Air Forcedomena publiczna (USA)
Jak czytać ten materiał

Jedno źródło, wiele wersji

Ta historia przez piętnaście lat nie istniała publicznie. Wyszła na jaw dopiero w 1998 roku, ze wspomnień radzieckiego generała, a potem była wielokrotnie opowiadana przez samego Pietrowa, za każdym razem nieco inaczej. Najpoważniejsza rozbieżność dotyczy tego, czy i kiedy zameldował coś przełożonym. Tam, gdzie relacje się rozchodzą, piszemy o tym wprost, zamiast udawać, że mamy protokół z tamtej nocy.

Kilkanaście minut po północy w bunkrze pod Moskwą jednocześnie odezwały się wszystkie syreny, a na ekranie zapaliło się podświetlone na czerwono jedno słowo: START. Oficer, który tej nocy siedział na stanowisku dyżurnego, miał do dyspozycji najnowocześniejszy radziecki system wczesnego ostrzegania, kilkanaście minut czasu i jedno pytanie: czy Stany Zjednoczone właśnie rozpoczęły wojnę. Odpowiedział, że nie, i nie miał na to żadnego twardego dowodu.

Pięć pocisków, których nie było

Sierpuchow-15 to stanowisko dowodzenia satelitarnego systemu wczesnego ostrzegania, położone kilkadziesiąt kilometrów na południe od Moskwy. Jego zadanie sprowadzało się do jednej rzeczy: zauważyć start amerykańskich pocisków międzykontynentalnych tak szybko, jak to możliwe, i przekazać tę informację w górę. Nie było to stanowisko decyzyjne. Oficer dyżurny nie mógł niczego odpalić ani zatrzymać, mógł wyłącznie zameldować albo nie zameldować.

Ppłk Stanisław Pietrow, czterdziestoczterolatek z Wojsk Obrony Powietrznej, nie miał tej nocy dyżurować. Był tam zastępczo. To drobiazg, ale ważny: Pietrow nie był oficerem liniowym przywykłym do wykonywania procedury, tylko inżynierem, który przy tym systemie pracował i znał jego zachowanie od środka.

System zameldował najpierw jeden start z terytorium Stanów Zjednoczonych, a po chwili cztery kolejne. Poziom wiarygodności, który wyświetlał sam sobie, był najwyższy z możliwych. Z punktu widzenia procedury sytuacja była jednoznaczna: należało zameldować atak rakietowy. Meldunek poszedłby do dowództwa wojsk obrony przeciwrakietowej, stamtąd do Sztabu Generalnego, a ostatecznie na biurko przywództwa państwa, które miało kilkanaście minut na decyzję o odpowiedzi.

Dlaczego uznał, że to awaria

Pietrow tłumaczył potem swoją decyzję trzema argumentami i wszystkie trzy były rozumowaniem, nie dowodem. Pierwszy: nikt nie zaczyna wojny atomowej pięcioma pociskami. Sens pierwszego uderzenia polega na tym, żeby odebrać przeciwnikowi zdolność odpowiedzi, a to oznacza setki startów w jednej minucie, nie pięć rozłożonych w czasie. Pięć pocisków to za mało, żeby wygrać, i aż nadto, żeby sprowokować pełny odwet.

Drugi: system był nowy i Pietrow mu nie ufał. Satelity US-K weszły do służby bojowej zaledwie rok wcześniej, a ich zachowanie w nietypowych warunkach oświetlenia było znane obsłudze z ćwiczeń i z drobniejszych, wcześniejszych anomalii. Trzeci, najważniejszy: radary naziemne milczały. Nawet po kilku minutach od alarmu żaden z nich nie potwierdzał obecności obiektów na trajektorii.

Co przemawiało za alarmem, a co przeciw
Za tym, że to atak

System wskazał najwyższy poziom wiarygodności meldunku.

Za tym, że to awaria
Pięć pocisków nie ma sensu jako pierwsze uderzenie; taki atak wyglądałby zupełnie inaczej.
Za tym, że to atak

Sygnał przyszedł z kierunku amerykańskich pól silosowych.

Za tym, że to awaria
Satelity US-K były na służbie od roku i obsługa znała ich skłonność do fałszywych wskazań.
Za tym, że to atak

Napięcie polityczne było najwyższe od dwudziestu lat.

Za tym, że to awaria
Radary naziemne nie potwierdzały niczego, choć minęło już kilka minut.
Za tym, że to atak

Procedura nie przewidywała oceny sensowności ataku przez dyżurnego.

Za tym, że to awaria
Starty przychodziły pojedynczo, w odstępach, a nie salwą.

Zestawienie na podstawie relacji Pietrowa i opracowań poświęconych incydentowi. Nie jest to protokół, tylko rekonstrukcja przesłanek, którymi dysponował dyżurny.

Problem z argumentem o radarach polegał na tym, że ich milczenie niczego nie dowodziło. Radary naziemne nie widzą za horyzont. Amerykański pocisk lecący nad biegunem wchodzi w ich pole widzenia dopiero na końcowym odcinku trajektorii, kilkanaście minut po starcie. Innymi słowy: gdyby atak był prawdziwy, radary potwierdziłyby go dopiero wtedy, gdy na decyzję byłoby już za późno. Pietrow czekał na potwierdzenie, które w razie prawdziwego ataku przyszłoby za późno, i miał tego pełną świadomość.

Oko, czyli jak Związek Radziecki patrzył na amerykańskie silosy

System nosił nazwę Oko i składał się z satelitów wykrywających w podczerwieni smugę rozgrzanych gazów za startującym pociskiem. Pierwszy egzemplarz poleciał w 1972 roku, pełną zdolność system osiągnął pod koniec lat siedemdziesiątych, a na służbę bojową wszedł w 1982. Do 2012 roku wystrzelono około stu satelitów tej rodziny, z czego zdecydowaną większość stanowiły pierwsze generacje typu US-K.

Najciekawsza jest jednak nie sama elektronika, tylko wybór orbity. Amerykanie swoje satelity wczesnego ostrzegania umieszczali nad równikiem, na orbicie geostacjonarnej, skąd patrzyły na terytorium Związku Radzieckiego z góry. Radzieckie satelity poszły inną drogą: na silnie wydłużoną orbitę Mołnija, na której obiekt przez większość okresu obiegu wisi wysoko nad półkulą północną, a potem szybko przemyka nisko nad południową.

Schemat silnie eliptycznej orbity Mołnija wokół Ziemi z zaznaczonymi znacznikami czasu
Orbita Mołnija: silnie wydłużona elipsa, na której satelita spędza większość czasu nad półkulą północną. Znaczniki czasu pokazują, jak wolno porusza się w apogeum i jak szybko przechodzi perygeum.Fot. NASAdomena publiczna (USA)

I to właśnie zdarzyło się tamtej nocy. Nad Dakotą Północną, czyli nad jednym z rejonów, w których stały amerykańskie pola silosowe, ustawiło się rzadkie połączenie trzech rzeczy: wysokich chmur, niskiego kąta padania światła słonecznego i konkretnego położenia satelity na orbicie. Czujnik zobaczył serię jasnych punktów tam, gdzie spodziewał się płomieni silników, i zameldował dokładnie to, do czego go zbudowano. Poprawka wprowadzona później polegała na dołożeniu kontroli krzyżowej z satelity na orbicie geostacjonarnej, patrzącego na ten sam obszar pod innym kątem.

Rok 1983, czyli dlaczego wszyscy byli gotowi uwierzyć

Gdyby ten sam alarm wypadł w 1975 roku, byłby awarią do odnotowania w dzienniku. W 1983 był czymś innym, bo obie strony miały już przygotowaną tezę, do której ten meldunek doskonale pasował. Od maja 1981 roku KGB prowadziło operację RJaN, skrót od rosyjskiego określenia „atak rakietowo-jądrowy”: największe przedsięwzięcie wywiadowcze w historii Związku Radzieckiego, którego celem było wykrycie przygotowań Zachodu do pierwszego uderzenia, zanim ono nastąpi.

Rezydenci na Zachodzie dostali listy wskaźników do obserwowania i były to rzeczy zaskakująco prozaiczne: stan zapasów w bankach krwi, oświetlenie w budynkach rządowych po godzinach, ruch przy schronach, zachowanie kluczowych decydentów. Operacja RJaN miała jedną cechę, która czyniła ją niebezpieczną: skoro z góry założono, że atak się szykuje, to każda zebrana informacja potwierdzała tezę. Program utrzymano co najmniej do 1989 roku.

Oś czasu

6 wydarzeń

Reagan o „imperium zła”

Amerykański prezydent w przemówieniu do ewangelikalnych duchownych nazywa Związek Radziecki imperium zła. W Moskwie odczytano to nie jako retorykę, lecz jako zapowiedź.

Inicjatywa Obrony Strategicznej

Reagan ogłasza program obrony przeciwrakietowej. Dla radzieckich sztabów to sygnał, że Waszyngton szuka zdolności do przetrwania odwetu, czyli do pierwszego uderzenia.

Zestrzelenie boeinga koreańskich linii

Radziecki myśliwiec zestrzela lot KAL 007, który po awarii autopilota zboczył nad Sachalin. Ginie 269 osób. Moskwa przez pięć dni zaprzecza, potem nazywa samolot maszyną szpiegowską.

Alarm w Sierpuchowie-15

System Oko melduje pięć startów. Oficer dyżurny uznaje meldunek za awarię.

Ćwiczenia Able Archer 83

NATO ćwiczy procedury przejścia do użycia broni jądrowej, po raz pierwszy z nowym szyfrowanym formatem łączności i udziałem szefów rządów. Moskwa uznaje to za możliwą przykrywkę prawdziwego ataku.

Pershingi w Europie

Rozpoczyna się rozmieszczanie amerykańskich pocisków Pershing II w Europie Zachodniej, w odpowiedzi na radzieckie SS-20. Czas lotu do celów w zachodniej części ZSRR liczy się w minutach.

Amerykański pocisk Pershing II i radziecki SS-20 obok siebie w magazynie muzealnym
Pershing II i radziecki SS-20 obok siebie w zbiorach Narodowego Muzeum Lotnictwa i Przestrzeni Kosmicznej. Dwa pociski, wokół których toczył się spór o europejskie niebo w latach osiemdziesiątych, dziś stoją w tym samym magazynie.Fot. Eric Long / Smithsonian National Air and Space Museumdomena publiczna (USA)

Najważniejsza w tym wyliczeniu jest ostatnia pozycja. Pershing II skracał czas lotu do celów w zachodniej części Związku Radzieckiego do kilku minut. Przy takim czasie ostrzegania nie ma miejsca na ocenę sytuacji, na telefon, na czekanie. Jest tylko decyzja podjęta z góry i system, który ją wykonuje. To, co zrobił Pietrow we wrześniu, byłoby w grudniu tego samego roku fizycznie niewykonalne.

Gdzie w tym wszystkim była Polska

Rok 1983 zapisał się w polskiej pamięci zupełnie inaczej. W czerwcu Jan Paweł II przyjechał z drugą pielgrzymką, 22 lipca zniesiono stan wojenny i rozwiązano WRON, w październiku ogłoszono Pokojową Nagrodę Nobla dla Lecha Wałęsy. To był rok wewnętrzny, przeżywany jako rozgrywka między społeczeństwem a władzą, a nie jako moment, w którym o istnieniu kraju mógł zadecydować meldunek z bunkra pod Moskwą.

Tymczasem Polska była w tej rozgrywce ustawiona bardzo konkretnie. W lutym 1967 roku podpisano w Moskwie porozumienie o budowie na terytorium PRL trzech kompleksów do przechowywania radzieckiej broni jądrowej. Przedsięwzięcie kryło się pod kryptonimami „Zamierzenie 3000” i „Wisła”, budowę prowadzono od czerwca 1967 do sierpnia 1969 roku, a finansowała ją strona polska. O istnieniu obiektów wiedziało w Polsce, według ustaleń badaczy, dwanaście osób.

Trzy radzieckie składy broni jądrowej w Polsce
Obiekt

Skład specjalny 3001

Miejsce
Podborsko, dziś woj. zachodniopomorskie
Sąsiedztwo
Pod Białogardem. Dziś działa tam Muzeum Zimnej Wojny.
Obiekt

Skład specjalny 3002

Miejsce
Brzeźnica-Kolonia
Sąsiedztwo
Niedaleko Wałcza i Bornego Sulinowa.
Obiekt

Skład specjalny 3003

Miejsce
Templewo, Ziemia Lubuska
Sąsiedztwo
Przy dużym garnizonie radzieckim.

Każdy kompleks składał się z dwóch podziemnych składów typu „Monolit” i schronu tunelowego typu „Granit”. Obiektów nie było na żadnej mapie, a strzegły ich wydzielone pododdziały radzieckie. Charakter ściśle tajny utrzymywano do początku lat dziewięćdziesiątych.

Do tego dochodzi listopad. Z odtajnionych po latach ocen wynika, że w reakcji na ćwiczenia Able Archer 83 strona radziecka postawiła w stan podwyższonej gotowości jednostki lotnicze w Niemieckiej Republice Demokratycznej i w Polsce, a na samoloty załadowano głowice jądrowe. Tego samego listopada w polskich miastach trwały procesy polityczne, a w Oslo odbierano nagrodę Nobla w zastępstwie laureata, któremu władze nie gwarantowały powrotu.

To nie był pierwszy ani ostatni raz

Łatwo opowiedzieć tę historię jako radziecką awarię i zostawić ją po jednej stronie żelaznej kurtyny. Byłoby to nieuczciwe, bo amerykański system wczesnego ostrzegania mylił się w tej samej dekadzie co najmniej kilka razy, a raz o mało nie doprowadziło to do identycznej sytuacji, tylko z odwróconymi rolami.

Cztery fałszywe alarmy zimnej wojny

9 LISTOPADA 1979

Taśma treningowa w systemie bojowym

Amerykański system wczesnego ostrzegania pokazuje radziecki atak. Doradcę prezydenta Zbigniewa Brzezińskiego budzi telefon w środku nocy; zanim zdążył zadzwonić do Cartera, alarm okazał się fałszywy. Przyczyna: scenariusz ćwiczebny wprowadzony omyłkowo do systemu bojowego.

CZERWIEC 1980

Układ scalony za czterdzieści sześć centów

W maju i czerwcu system amerykański trzykrotnie melduje pełny atak, raz na około 2200 pocisków. Przyczyną była uszkodzona kość pamięci, która wstawiała przypadkowe liczby w pola meldunku. Awaria sprzętu, nie pomyłka człowieka.

26 WRZEŚNIA 1983

Odblask od chmur

Radziecki system Oko melduje pięć startów. Oficer dyżurny uznaje to za awarię i ma rację. Sprawa pozostaje tajna przez piętnaście lat.

25 STYCZNIA 1995

Norweska rakieta badawcza

Rakieta Black Brant XII startuje z Andøya, by badać zorzę polarną nad Svalbardem, i osiąga 1453 kilometry wysokości. Rosyjskie radary w Olenegorsku widzą tor przypominający pocisk Trident. Borys Jelcyn po raz pierwszy w historii uruchamia walizkę nuklearną. Alarm trwa osiem do dziesięciu minut.

Incydent z 1995 roku jest z tej czwórki najbardziej pouczający, bo pokazuje, że problem nie znika wraz z zimną wojną. Norwegowie i Amerykanie uprzedzili o starcie trzydzieści państw, w tym Rosję. Zawiadomienie dotarło do rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych i tam utknęło. Wojskowi, którzy patrzyli na ekrany, nic o tym nie wiedzieli.

Co się stało z oficerem dyżurnym

Bezpośrednio po incydencie Pietrow usłyszał pochwały, a pierwszym, który przyjął jego meldunek, był gen. płk Jurij Wotincew, dowódca wojsk obrony przeciwrakietowej. Potem przyszła reprymenda, i to za rzecz, która brzmi jak żart, gdyby nie była prawdziwa: za nieprowadzenie dziennika bojowego w trakcie zdarzenia. Pietrow tłumaczył, że miał w jednej ręce telefon, a w drugiej interkom, i nie było czym pisać.

Nagrody nie dostał żadnej. Przeniesiono go na mniej odpowiedzialne stanowisko, w 1984 roku odszedł z wojska, przeszedł załamanie nerwowe i podjął pracę w instytucie, który ten sam system projektował. Opiekował się chorą żoną Raisą aż do jej śmierci w 1997 roku. Mieszkał we Friazinie pod Moskwą.

Spór o ocenę

Czy Pietrow rzeczywiście zapobiegł wojnie atomowej?

01 / Stanowisko mocniejsze

Jeden meldunek dzielił świat od odwetu

W warunkach 1983 roku, przy operacji RJaN i przekonaniu Moskwy o przygotowaniach do pierwszego uderzenia, potwierdzony meldunek o ataku trafiłby na najwyższy szczebel w atmosferze, w której nikt nie szukałby już powodów do wątpliwości. Czas na decyzję liczono w kilkunastu minutach.

02 / Stanowisko ostrożniejsze

System miał jeszcze kilka bezpieczników

Meldunek satelitarny sam w sobie nie uruchamiał odwetu. Kolejne szczeble też czekałyby na potwierdzenie z radarów naziemnych, którego nigdy by nie było, bo nie było żadnych pocisków. Pietrow przyspieszył rozpoznanie błędu, ale prawdopodobnie nie był ostatnią instancją, która mogła go wychwycić.

Zasada ocenyObie oceny opierają się na tych samych faktach i różnią się tylko tym, ile zaufania przypisać kolejnym szczeblom radzieckiego łańcucha dowodzenia w najbardziej napiętym momencie zimnej wojny. Rozstrzygnięcia nie ma i mieć nie będzie.

Sama historia przez piętnaście lat nie istniała. Wyszła na jaw dopiero w 1998 roku, gdy ukazały się wspomnienia gen. Wotincewa. Potem przyszły wyróżnienia, wszystkie zagraniczne: nagroda World Citizen Award w 2004 roku i ponownie w 2006 w siedzibie ONZ, niemiecka nagroda medialna w 2012, Drezdeńska Nagroda Pokojowa w 2013. Stanisław Pietrow zmarł 19 maja 2017 roku we Friazinie na zapalenie płuc. Świat dowiedział się o tym dopiero kilka miesięcy później.

Kamień w Warszawie

Kamień pamiątkowy poświęcony Stanisławowi Pietrowowi w Ogrodzie Sprawiedliwych w Warszawie
Kamień poświęcony Stanisławowi Pietrowowi w Ogrodzie Sprawiedliwych na warszawskim Muranowie. Napis mówi o radzieckim oficerze, którego odwaga w 1983 roku uchroniła świat przed kataklizmem wojny nuklearnej.Fot. Brandmeister (Togrul Safarov)domena publiczna

Ogród Sprawiedliwych powstał na warszawskim Muranowie w czerwcu 2014 roku, na skwerze imienia „Jura” Gorzechowskiego między ulicami Dzielną a Pawią. Upamiętnia się w nim ludzi, którzy przeciwstawili się totalitaryzmom i zbrodniom ludobójstwa, a forma upamiętnienia jest zawsze ta sama: kamień z tablicą i posadzone obok drzewo.

Decyzję o upamiętnieniu Pietrowa podjęto w 2020 roku, a uroczystość odbyła się 23 września 2021, trzy dni przed rocznicą tamtej nocy. W tej samej edycji uhonorowano Karola Modzelewskiego i Antoninę Wyrzykowską. Jest w tym zestawieniu coś, co warto zauważyć: polski intelektualista i opozycjonista, polska chłopka ukrywająca Żydów i radziecki podpułkownik wojsk obrony powietrznej, upamiętnieni tego samego dnia, w mieście, które w 1983 roku było stolicą państwa trzymającego na swoim terytorium radzieckie głowice.

Dlaczego ta noc wraca akurat teraz

Z zimnej wojny łatwo zrobić zamkniętą epokę, w której bomby były większe, a błędy bardziej dramatyczne. Problem w tym, że mechanizm, który zawiódł w Sierpuchowie, nie jest reliktem. To wciąż ta sama konstrukcja: czujnik dostarcza sygnał, algorytm nadaje mu poziom wiarygodności, człowiek ma kilkanaście minut albo kilkadziesiąt sekund na to, żeby uznać go za prawdziwy albo nie. Zmieniła się tylko liczba czujników i szybkość, z jaką wolno się zastanawiać.

Dzisiejsze systemy wczesnego ostrzegania wiszą nad biegunem tak samo jak wtedy, tylko z lepszą rozdzielczością, a do nich doszły satelity radarowe, rozpoznanie obrazowe i modele, które same proponują interpretację tego, co widzą. Nad wschodnią granicą Polski wojsko co kilka dni podrywa myśliwce, bo obiekt na radarze może być dronem uderzeniowym albo wabikiem, i ktoś musi to rozstrzygnąć w minutach. Pytanie Pietrowa nie zmieniło się ani o przecinek: co robisz, gdy system mówi ci coś, w co nie wierzysz.

Co warto zapamiętać

  • Awaria nie polegała na tym, że system się zepsuł, tylko na tym, że zadziałał dokładnie tak, jak go zaprojektowano. Czujnik zobaczył jasny punkt tam, gdzie spodziewano się płomienia silnika, i zrobił to, co miał zrobić. Błąd siedział w założeniu, nie w elektronice.
  • Każdy system wczesnego ostrzegania ma wbudowany konflikt: im szybciej ostrzega, tym mniej ma czasu na sprawdzenie. Radzieckie satelity widziały start w kilkadziesiąt sekund, ale radary naziemne mogły potwierdzić dopiero, gdy pocisk wyszedł zza horyzontu, czyli po kilkunastu minutach. W tej luce mieści się cała ta historia.
  • Pietrow nie przeciwstawił się systemowi z odwagi, tylko dlatego, że znał jego słabości lepiej niż ci, którzy mieli podejmować decyzję wyżej. Był inżynierem w mundurze, a nie dowódcą z instrukcją. Zmiana obsadzona kimś, kto tylko wykonywał procedurę, skończyłaby się inaczej.
  • Rok 1983 pokazuje, że o ryzyku nie decydowała liczba głowic, tylko jakość informacji i zaufanie stron. Arsenały były wtedy największe w historii, ale niebezpieczne było co innego: obie strony sądziły, że druga szykuje pierwsze uderzenie, i obie szukały potwierdzenia tej tezy.

Źródła

  1. 1983 Soviet nuclear false alarm incident – Wikipedia
  2. Stanislav Petrov: biografia, przebieg służby i późniejsze wyróżnienia – Wikipedia
  3. Oko: radziecki satelitarny system wczesnego ostrzegania – Wikipedia
  4. The Man Who Helped Avert Nuclear Armageddon – History.com
  5. Stanislav Petrov: The Man Who Ignored the Sirens – MigFlug
  6. 1983 Nuclear False Alarm – Stanford University, kurs PH241
  7. Able Archer 83: przebieg ćwiczeń i reakcja strony radzieckiej – Wikipedia
  8. Operation RYaN – Wikipedia
  9. Korean Air Lines Flight 007 – Wikipedia
  10. Norwegian rocket incident, 25 stycznia 1995 – Wikipedia
  11. False Warnings of Soviet Missile Attacks Put U.S. Forces on Alert in 1979-1980 – National Security Archive, George Washington University
  12. The 3 A.M. Phone Call: False Missile Attack Warning Incidents, 1979-1980 – National Security Archive
  13. 1980 June NORAD Computer Chip Failure False Alarms – GlobalSecurity.org
  14. How Could a Failed Computer Chip Lead to Nuclear War? – Future of Life Institute
  15. Sowieckie magazyny głowic jądrowych w Polsce – Stowarzyszenie Poszukiwawcza
  16. Muzeum Zimnej Wojny - Podborsko 3001 – Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu
  17. Głowice atomowe pod Białogardem, czyli tajny magazyn w Podborsku – Głos Koszaliński
  18. Tajna baza Rosjan w lubuskim lesie. Żołnierze specnazu strzegli tutaj głowic atomowych – Gazeta Lubuska
  19. Ogród Sprawiedliwych w Warszawie: historia i upamiętnieni – Wikipedia
  20. Rok 1983 - zniesienie stanu wojennego i procesy polityczne – Polskie Radio
  21. 1983 r. Kalendarium wydarzeń w Polsce – Interia Historia
  22. Nobel dla Lecha, Nobel dla Solidarności – Przystanek Historia, IPN
  23. False alarm: 1979 NORAD incident was one of several Cold War nuclear scares – UPI
SB
Autor

Sebastian Baryś

Na co dzień nie zajmuję się zawodowo historią, jednak pomysł stworzenia tego serwisu dojrzewał we mnie przez kilka miesięcy. Jestem pasjonatem historii, a szczególnie okresu II wojny światowej. Dorastałem na „Sensacjach XX wieku” Bogusława Wołoszańskiego, poznając je zarówno w telewizji, jak i w formie książek oraz audycji. Pisanie publikacji pozwala mi łączyć zamiłowanie do odkrywania przeszłości z potrzebą opowiadania o niej w sposób rzetelny, przystępny i angażujący.

Dalej w Vardis
Dobór na podstawie tematu i działu