FlyEye. Dron, który sam niczego nie niszczy
Nie przenosi uzbrojenia i nie zostawia po sobie leja. Jego produktem jest czas: kilka liczb przekazanych artylerii, która strzela z odległości, z jakiej nie widzi celu. Piętnaście lat jednej konstrukcji, tysiąc egzemplarzy i wojna, która zweryfikowała wszystko.
Z tej publikacji dowiesz się:
- 01FlyEye nie przenosi uzbrojenia i niczego nie niszczy. Jego produktem jest czas: skrócenie drogi od wykrycia celu do otwarcia ognia przez artylerię, która strzela z odległości, z jakiej nie widzi.
- 02Konstrukcja weszła do Wojska Polskiego w 2010 roku i przez piętnaście lat pozostała tą samą klasą sprzętu, zmieniając wyłącznie sensory, łączność i oprogramowanie. W marcu 2024 roku powstał tysięczny egzemplarz.
- 03Ukraina jest dziś największym poligonem tej konstrukcji i jednocześnie jej najsurowszym recenzentem. Pierwsze aparaty trafiły tam w marcu 2015 roku, a od 2025 roku FlyEye powstaje w zakładzie na miejscu.
- 04Sam dron rozpoznawczy nie zamyka pętli. Robią to dopiero amunicja krążąca Warmate i system Gladius, które z tej samej sieci biorą współrzędne i dokładają do niej ładunek bojowy.

Jak czytać ten materiał
Opisujemy FlyEye jako element układu, a nie jako osobny sprzęt. Dlatego obok samego aparatu pojawiają się tu stacja kierowania, system TOPAZ oraz dwa uzbrojone kuzyni z tej samej rodziny: Warmate i Gladius. Parametry podajemy za producentem i publikacjami branżowymi, zaznaczając miejsca, w których źródła się różnią.
Dron rozpoznawczy jest w wojsku sprzętem, o którym najtrudniej opowiadać, bo nie robi niczego widowiskowego. Nie strzela, nie zrzuca bomb, nie zostawia po sobie leja. Jego cały produkt jest niematerialny: to kilka liczb - szerokość geograficzna, długość, wysokość - przekazanych na czas do kogoś, kto ma czym strzelić. FlyEye produkuje te liczby od piętnastu lat i w tym czasie stał się jednym z najlepiej sprawdzonych polskich wyrobów wojskowych, choć w statystykach zniszczeń nie występuje ani razu.
Artyleria strzela dalej, niż widzi
Żeby zrozumieć, po co powstał FlyEye, trzeba zacząć od kłopotu, który artyleria ma od stu lat. Nowoczesna haubica rażąca cel na trzydziestym kilometrze nie ma szans go zobaczyć. Krzywizna Ziemi, las, wzniesienie i zabudowa sprawiają, że obserwator naziemny widzi na dobre kilka kilometrów, a i to pod warunkiem, że znajdzie wzgórze i nie zostanie z niego zdjęty.
Przez większą część XX wieku odpowiedzią był samolot obserwacyjny, potem śmigłowiec, a w szczególnych przypadkach żołnierz wysłany przed własne linie. Każde z tych rozwiązań miało tę samą wadę: ryzykowało życiem ludzi po to, żeby dostarczyć informację, która starzeje się w kilkanaście minut. Bezzałogowiec rozwiązuje przede wszystkim ten problem. Kiedy zostanie zestrzelony, ginie sprzęt.
Co dostaje pododdział, który dostaje FlyEye
Kompozytowy aparat rozkładany na sekcje
Skrzydło o rozpiętości 3,6 metra, kadłub 1,8 metra, masa startowa około 12 kilogramów. Konstrukcja rozdziela się na części mieszczące się w dwóch plecakach, a po wylądowaniu rozpada się kontrolowanie zamiast łamać.
Żyrostabilizowana kula z dwoma torami obserwacji
Kamera światła dziennego z powiększeniem rzędu trzydziestokrotnego i kamera termowizyjna w jednej obudowie zatopionej w kadłubie. Termowizja jest tu ważniejsza, niż się wydaje: to ona zamienia dzienny sprzęt w całodobowy.
Dwa stanowiska: pilot i operator głowicy
Załoga nie steruje aparatem drążkiem, tylko zadaje mu punkty i zadania. Dzięki temu szkolenie operatora trwa krócej niż szkolenie pilota, a utrata łączności nie oznacza automatycznie utraty aparatu.
Kanał danych, czyli najsłabsze ogniwo
To tutaj rozgrywa się realna walka o przeżycie bezzałogowca. Zagłuszanie łącza i sygnału nawigacji satelitarnej jest dziś skuteczniejszym sposobem zwalczania tej klasy sprzętu niż strzelanie do niego.
Jedenaście minut do startu
Liczba, którą producent powtarza najczęściej, nie dotyczy zasięgu ani pułapu. To czas przygotowania do lotu: około jedenastu minut od otwarcia plecaka do wypuszczenia aparatu z ręki. Dla artylerzysty ta liczba znaczy więcej niż osiągi, bo określa, czy rozpoznanie zdąży zareagować na sytuację, czy dotrze nad cel, gdy ten już odjechał.
Start z ręki jest tu konsekwencją tej samej logiki. Wyrzutnia pneumatyczna albo katapulta oznaczają dodatkowy sprzęt do przewiezienia, rozstawienia i ukrycia, a przede wszystkim miejsce, które da się namierzyć. FlyEye startuje stamtąd, gdzie akurat stoi jego załoga, i ląduje na kadłubie w dowolnym miejscu, w którym zmieści się kilkadziesiąt metrów w miarę płaskiego terenu.
Dwóch ludzi i to, czego nie widać w parametrach
Zestaw obsługuje dwóch żołnierzy i ten podział nie jest przypadkowy. Jeden prowadzi aparat, drugi pracuje głowicą. Rozdzielenie tych ról wynika z prostej obserwacji: obserwacja terenu przez kamerę z dużym powiększeniem jest zajęciem absorbującym całą uwagę, a jednoczesne pilnowanie trasy lotu, poziomu naładowania akumulatorów i jakości łącza przekracza możliwości jednej osoby.
Operator nie pilotuje aparatu w klasycznym sensie. Zadaje mu punkty nawigacyjne i zadania, a płatowiec wykonuje je sam. To przesunięcie ma dwa skutki. Pierwszy: szkolenie trwa krócej i nie wymaga kwalifikacji lotniczych, więc zestaw da się obsadzić w brygadzie obrony terytorialnej. Drugi, ważniejszy na wojnie: przerwanie łącza nie oznacza automatycznie utraty aparatu, bo ten ma zapisany plan lotu i potrafi do niego wrócić.
Prawdziwym wąskim gardłem nie jest jednak umiejętność wypuszczenia drona, tylko interpretacja tego, co widać na ekranie. Odróżnienie stanowiska ogniowego od maszyny rolniczej, makiety od sprzętu, pozycji opuszczonej od zajętej - tego nie da się nauczyć w tydzień i tego nie załatwia żaden parametr płatowca. Doświadczenia ukraińskie wskazują na to konsekwentnie: sprzęt jest dostępny szybciej niż ludzie, którzy potrafią go użyć.
Co decyduje o wartości zestawu
Najłatwiejszy do uzupełnienia
Płatowiec jest tani i produkowany seryjnie. Utrata aparatu jest zdarzeniem logistycznym, nie katastrofą.
Tu siedzi wartość
Blok optoelektroniczny kosztuje wielokrotnie więcej niż konstrukcja, która go niesie. To on decyduje, czy z pułapu widać wystarczająco dużo.
Najtrudniejsza do odtworzenia
Wyszkolenie operatora, który poprawnie czyta obraz, trwa miesiącami. Tego zasobu nie da się zamówić w trybie pilnym.
Rozpiętość skrzydeł
- Wartość
- 3,6 m
- Uwaga
- Skrzydło dzielone, transport w plecaku
Długość kadłuba
- Wartość
- 1,8 m
- Uwaga
- Konstrukcja kompozytowa
Masa startowa
- Wartość
- ok. 12 kg
- Uwaga
- Wraz z głowicą obserwacyjną
Prędkość
- Wartość
- 60-120 km/h
- Uwaga
- Przelot i obserwacja w różnych zakresach
Pułap
- Wartość
- do ok. 3500 m
- Uwaga
- Część zestawień podaje 3000 m
Długotrwałość lotu
- Wartość
- ponad 2,5 h
- Uwaga
- Zależna od temperatury i profilu lotu
Zasięg
- Wartość
- do 80 km
- Uwaga
- Wartość dla wersji 3.0, w praktyce zwykle mniejsza
Czas przygotowania
- Wartość
- ok. 11 min
- Uwaga
- Od rozpakowania do startu
Dane producenta i publikacji branżowych. Rozbieżność w pułapie wynika z tego, czy podaje się wartość maksymalną, czy typową roboczą.
Czym FlyEye nie jest
W potocznych rozmowach o dronach wojskowych wszystko zlewa się w jedną kategorię. Tymczasem między aparatem przenoszonym w plecaku a maszyną startującą z pasa startowego różnica nie polega na wielkości, tylko na roli. FlyEye należy do klasy mini: krótki zasięg, obsługa na poziomie pododdziału, brak uzbrojenia, sprzęt zużywalny. To jest jego definicja, a nie jego ograniczenie.
Porównywanie go do konstrukcji typu Bayraktar TB2 albo MQ-9 Reaper jest nieporozumieniem tego samego rodzaju co porównywanie karabinka do haubicy. Tamte maszyny startują z lotnisk, latają kilkanaście godzin, przenoszą uzbrojenie i wymagają zaplecza, którego brygada nie ma przy sobie. FlyEye ma być tam, gdzie akurat jest kompania, i ma być gotowy zanim sytuacja się zmieni. Za to nie doleci nigdzie daleko i niczego nie zniszczy.
Mini
- Przykład
- FlyEye
- Kto obsługuje
- Pododdział, dwóch żołnierzy
- Typowe zadanie
- Rozpoznanie i korygowanie ognia w promieniu kilkudziesięciu kilometrów
Amunicja krążąca
- Przykład
- Warmate
- Kto obsługuje
- Pododdział
- Typowe zadanie
- Uderzenie we wskazany cel, aparat nie wraca
Taktyczny
- Przykład
- Orlik
- Kto obsługuje
- Szczebel brygady lub dywizji
- Typowe zadanie
- Dozór obszarowy, dłuższy czas nad rejonem
MALE
- Przykład
- Bayraktar TB2
- Kto obsługuje
- Szczebel centralny, baza lotnicza
- Typowe zadanie
- Wielogodzinny dozór i uderzenia na dużym obszarze
Podział uproszczony. Granice klas zacierają się wraz z rozwojem konstrukcji, ale różnica w sposobie użycia i w szczeblu dowodzenia pozostaje.

Piętnaście lat tej samej konstrukcji
FlyEye pokazano publicznie po raz pierwszy w czerwcu 2010 roku na targach Eurosatory w Paryżu. Zamówienia przyszły szybko: dwa zestawy jeszcze w październiku tego samego roku, kolejne dwa w listopadzie z przeznaczeniem do współpracy z kołowymi transporterami Rosomak, a w lutym 2013 roku dwanaście następnych. Do 2019 roku Wojsko Polskie odebrało trzydzieści jeden zestawów, czyli sto dwadzieścia cztery aparaty.
Warto zwrócić uwagę, czego w tej historii nie ma. Nie ma zerwania z konstrukcją i zaczynania od nowa. Płatowiec z 2026 roku jest rozpoznawalnie tym samym płatowcem co z 2010, a zmieniało się to, co w środku: głowica, łączność, oprogramowanie stacji kierowania i odporność na zakłócenia. W kategorii sprzętu, który zużywa się w tygodniach, a nie w dekadach, to podejście okazało się trafne.
Oś czasu
9 wydarzeńDebiut na Eurosatory
Konstrukcja Flytronica, spółki z Grupy WB, zostaje pokazana publicznie w Paryżu. Jeszcze w tym samym roku pojawiają się pierwsze zamówienia wojskowe.
Pierwsze zestawy dla Wojska Polskiego
Zamówienie na dwa zestawy, a miesiąc później na dwa kolejne, przeznaczone do współpracy z transporterami Rosomak.
Dwanaście zestawów
Kontrakt, który przenosi FlyEye z kategorii sprzętu testowanego do kategorii sprzętu używanego na co dzień.
Pierwsze aparaty w Ukrainie
FlyEye trafia do sił ukraińskich w trakcie walk w Donbasie i staje się jedną z nielicznych zachodnich konstrukcji formalnie przyjętych tam do uzbrojenia.
Jedenaście zestawów za około 50 mln złotych
Umowa dla wojsk rakietowych i artylerii z terminem dostaw do końca marca 2023 roku. Zadanie zapisane wprost: wykrywanie celów i korygowanie ognia.
Umowa ramowa na ponad 400 systemów
Skala zamówienia zmienia charakter programu: z uzupełniania pojedynczych pododdziałów na wyposażanie wojska jako całości.
Tysięczny egzemplarz
Producent ogłasza wyprodukowanie tysięcznego FlyEye - liczba obejmuje wszystkich odbiorców, nie tylko polskich.
Wersja 3.6 i integracja z TOPAZ-em
Umowa z Agencją Uzbrojenia na aparaty ze zmienionymi systemami nawigacyjnymi i wzmocnionymi zabezpieczeniami, zintegrowane z Zautomatyzowanym Zestawem Kierowania Ogniem TOPAZ.
Produkcja w Ukrainie
W zakładzie spółki WB Ukraine rusza wytwarzanie platform na miejscu, co skraca łańcuch dostaw i drogę poprawek z frontu do linii produkcyjnej.
TOPAZ, czyli dlaczego ten dron nie jest osobnym sprzętem
Najważniejsza zmiana w wersji 3.6 nie dotyczy aparatu. Jest nią integracja z Zautomatyzowanym Zestawem Kierowania Ogniem TOPAZ - tym samym, który spina baterie Krabów i wyrzutnie HIMARS. Bez tej integracji operator drona widzi cel, po czym musi go komuś opisać: przez radio, głosem, ze wszystkimi błędami, jakie się po drodze zdarzają. Z integracją współrzędne trafiają do systemu kierowania ogniem jako dane, a nie jako opowieść.
Co dzieje się między wykryciem a ogniem
- 01Wykrycie
Głowica znajduje coś, co nie pasuje do tła
Kamera termowizyjna wyłapuje ciepło silników i ludzi tam, gdzie mapa pokazuje pusty las. Operator zatrzymuje obserwację i przechodzi na większe powiększenie.
- 02Identyfikacja
Cel dostaje nazwę i kategorię
Rozpoznanie typu sprzętu decyduje o tym, czy w ogóle warto strzelać i czym. Bateria artylerii i pojedynczy samochód to dwie zupełnie różne decyzje.
- 03Współrzędne
Obraz zamienia się w liczby
Położenie celu zostaje wyliczone i wysłane do systemu kierowania ogniem. To moment, w którym rozpoznanie przestaje być obserwacją, a staje się danymi wejściowymi dla artylerii.
- 04Ogień
Strzela ktoś, kto celu nie widzi
Haubica albo wyrzutnia otwiera ogień na podstawie danych z aparatu oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów. Dla obsługi działa cel istnieje wyłącznie jako zestaw liczb.
- 05Korekta
Dron zostaje i patrzy na skutek
Ten etap jest powodem, dla którego rozpoznanie nie odlatuje po wskazaniu celu. Obserwacja skutku pozwala poprawić ogień albo stwierdzić, że drugi nawrót nie jest potrzebny.
WniosekUproszczony schemat. W realnych warunkach na każdym etapie dochodzi kontrola celu, ocena ryzyka dla ludności cywilnej i sprawdzenie, czy w rejonie nie ma własnych pododdziałów.
Ukraina: poligon i recenzent
Pierwsze FlyEye trafiły do Ukrainy w marcu 2015 roku, w trakcie walk w Donbasie. Po lutym 2022 roku skala użycia zmieniła się nieporównywalnie: producent mówił o około dwustu pięćdziesięciu lotach dziennie, a siły ukraińskie stały się jednym z największych użytkowników tej konstrukcji na świecie. To nie jest statystyka marketingowa - to informacja o tym, jak szybko zużywa się ten sprzęt i jak intensywnie się go używa.
Najczęściej przywoływany przykład jest zarazem najbardziej charakterystyczny: FlyEye wykrył rosyjski skład amunicji w rejonie Bachmutu, a uderzenie wykonał HIMARS. W tej sekwencji polski aparat nie zrobił nic poza patrzeniem i przekazaniem współrzędnych. Właśnie na tym polega jego rola - i właśnie dlatego trudno ją policzyć w zestawieniach strat przeciwnika.

Uruchomienie w 2025 roku produkcji w zakładzie spółki WB Ukraine ma znaczenie wykraczające poza logistykę. Skraca nie tylko łańcuch dostaw, ale i pętlę sprzężenia zwrotnego: uwaga operatora z frontu ma krótszą drogę do inżyniera, a poprawka krótszą drogę z powrotem. W wojnie, w której przeciwnik zmienia metody zagłuszania w rytmie tygodni, to bywa ważniejsze od parametrów płatowca.
Z liczby dwustu pięćdziesięciu lotów dziennie wynika jeszcze jeden wniosek, o którym mówi się rzadziej. Przy takiej intensywności aparat przestaje być sprzętem, który się eksploatuje, a staje się czymś bliższym materiałowi zużywalnemu. Planowanie nie polega wtedy na tym, ile dronów trzeba kupić, tylko na tym, ile trzeba dostarczać miesięcznie, żeby utrzymać zdolność rozpoznania.
To przesunięcie zmienia sposób liczenia opłacalności. Jeżeli aparat wart ułamek ceny wyrzutni doprowadzi do zniszczenia składu amunicji albo baterii artylerii, jego utrata w tej samej misji jest kosztem pomijalnym. Problem pojawia się wtedy, gdy przeciwnik zaczyna strącać rozpoznanie szybciej, niż zdąży ono wskazać cokolwiek wartościowego - a to zależy nie od płatowca, lecz od nasycenia terenu środkami walki elektronicznej.
Czego ten sprzęt nie potrafi
Materiał o polskim wyrobie, który sprawdził się na wojnie, łatwo napisać jak folder reklamowy. Warto więc powiedzieć wprost, gdzie leżą granice. Siódmego czerwca 2022 roku rosyjska Rosgwardia opublikowała nagranie zestrzelonego FlyEye - pierwszy udokumentowany fotograficznie przypadek utraty aparatu tego typu. Od tamtej pory takich przypadków było znacznie więcej, po obu stronach frontu i w odniesieniu do wszystkich konstrukcji tej klasy.
Realnym zagrożeniem nie jest jednak obrona przeciwlotnicza, tylko walka elektroniczna. Zagłuszenie sygnału nawigacji satelitarnej albo łącza danych nie wymaga trafienia w mały, chłodny, wolno lecący obiekt. Wystarczy odciąć go od informacji o własnym położeniu albo od operatora. Dlatego w opisie wersji 3.6 pojawia się sformułowanie o zmienionych systemach nawigacyjnych i wzmocnionym poziomie bezpieczeństwa - to jest odpowiedź dokładnie na ten problem.
- Krótki czas rozwinięcia zestawu i start z ręki, bez wyrzutni i przygotowanego terenu.
- Całodobowa obserwacja dzięki połączeniu toru dziennego z termowizyjnym w jednej głowicy.
- Integracja z systemem kierowania ogniem TOPAZ, czyli przekazywanie danych zamiast opisu słownego.
- Piętnaście lat ciągłego rozwoju jednej konstrukcji i sprawdzenie jej w warunkach wojny o wysokiej intensywności.
- Niski koszt utraty pojedynczego płatowca w stosunku do wartości informacji, którą dostarcza.
- Podatność na zagłuszanie łącza danych i sygnału nawigacji satelitarnej - główny sposób zwalczania tej klasy sprzętu.
- Ograniczona długotrwałość lotu: ponad dwie i pół godziny to mało przy dozorze rozległego obszaru.
- Brak możliwości reakcji na wykryty cel własnymi środkami - konieczny jest ktoś, kto strzeli.
- Wrażliwość osiągów na warunki atmosferyczne, zwłaszcza na wiatr i niskie temperatury.
- Wartość zestawu skupiona w głowicy obserwacyjnej, znacznie droższej od samego płatowca.
Warmate i Gladius, czyli domknięcie pętli
FlyEye sam w sobie jest połową rozwiązania. Drugą połowę dokłada amunicja krążąca Warmate - konstrukcja z tej samej rodziny, która nie wraca z misji, bo jej zadaniem jest uderzyć w cel. Pierwszą umowę na ten system podpisano w listopadzie 2017 roku, kolejną w kwietniu 2022 za około pięćdziesiąt milionów złotych, a tysięczny egzemplarz opuścił zakład w pierwszej połowie 2022 roku.

Trzecim elementem jest Gladius - system poszukująco-uderzeniowy przeznaczony dla wojsk rakietowych i artylerii, przedstawiany przez producenta jako pojedyncza umowa o najwyższej wartości w historii WB Electronics. To już nie jest pojedynczy aparat, tylko zestaw łączący rozpoznanie, przekaźnik łączności i platformy uderzeniowe w jedną całość obsługiwaną z jednego stanowiska.
Trzy role w jednej rodzinie
Patrzy i wraca
Rozpoznanie i korygowanie ognia. Nie przenosi uzbrojenia, ma wracać i latać ponownie. Jego wartością jest wielokrotność użycia.
Patrzy i nie wraca
Amunicja krążąca z ładunkiem bojowym. Pozwala pododdziałowi zareagować na cel natychmiast, bez czekania na artylerię, ale za cenę utraty aparatu.
Łączy jedno z drugim
Zestaw poszukująco-uderzeniowy dla wojsk rakietowych i artylerii: rozpoznanie, przekaźnik i platformy uderzeniowe kierowane z jednego stanowiska.

Nie tylko artyleria: bezzałogowce w obronie terytorialnej
FlyEye trafił również do Wojsk Obrony Terytorialnej. Dwanaście zestawów, czyli czterdzieści osiem aparatów, rozdzielono między dziewięć brygad z województw mazowieckiego, warmińsko-mazurskiego, świętokrzyskiego, łódzkiego, pomorskiego, kujawsko-pomorskiego, małopolskiego i śląskiego. Zadania są tam inne niż w artylerii: dozór, rozpoznanie obszarowe i wsparcie działań na granicy z Białorusią.
Rozpoznanie własnego nieba
Wydarzenia ostatnich tygodni przypomniały, że dozór powietrzny przestał być zadaniem wyłącznie wojennym. Naruszenia przestrzeni powietrznej państw NATO przez bezzałogowce i uderzenie drona w infrastrukturę kolejową pokazały, że obiekty tej klasy pojawiają się nad terytorium, które formalnie nie jest polem walki. Wykrycie małego, wolnego i chłodnego obiektu radarem przeznaczonym do śledzenia samolotów jest zadaniem niewdzięcznym.
FlyEye nie jest oczywiście odpowiedzią na ten problem - to sprzęt do patrzenia w dół, nie do polowania na inne bezzałogowce. Ale obecność dwunastu zestawów w brygadach obrony terytorialnej ma tu znaczenie pośrednie: buduje kadrę, która rozumie, jak takie obiekty latają, jak wyglądają na obrazie i czego można się po nich spodziewać. W zwalczaniu dronów doświadczenie operatorskie bywa równie ważne jak sprzęt.
Co obserwować dalej
Realizacja umowy ramowej na ponad 400 systemów
Tempo dostaw pokaże, czy producent utrzymał zdolności produkcyjne przy równoczesnej obsłudze odbiorcy ukraińskiego.
Kolejne wersje odpowiedzią na walkę elektroniczną
Zmiany w nawigacji i łączności będą najlepszym wskaźnikiem tego, jak przeciwnik zmienia metody zagłuszania.
Liczba wyszkolonych załóg, nie liczba aparatów
Wąskim gardłem przestaje być sprzęt, a zaczyna być człowiek, który potrafi go użyć i zinterpretować obraz z głowicy.
Produkcja w Ukrainie jako wzorzec
Model wytwarzania na miejscu u odbiorcy może się powtórzyć przy kolejnych kontraktach zagranicznych.
FlyEye nie jest konstrukcją, która robi wrażenie parametrami. Dwanaście kilogramów, dwie i pół godziny w powietrzu, prędkość samochodu na drodze krajowej. Znaczenie tego sprzętu bierze się z czegoś innego: z tego, że zamienia artylerię strzelającą na ślepo w artylerię strzelającą do konkretnych rzeczy, i że robi to za ułamek kosztu jakiegokolwiek rozwiązania załogowego. Przez piętnaście lat to okazało się wystarczającym powodem, żeby wyprodukować ich ponad tysiąc.
Co warto zapamiętać
- Przewagi nie daje pojedynczy aparat, tylko połączenie rozpoznania, łączności i systemu kierowania ogniem. FlyEye zintegrowany z TOPAZ-em jest elementem tego układu, a nie osobną bronią.
- Odporność bezzałogowca liczy się dziś w minutach nad celem, nie w parametrach płatowca. Walka elektroniczna, a nie obrona przeciwlotnicza, jest głównym zagrożeniem dla tej klasy sprzętu.
- Tania konstrukcja przestaje być zaletą, gdy straty są akceptowalne, a sensor w środku kosztuje wielokrotnie więcej niż płatowiec, który go niesie.
- Wojna w Ukrainie przesunęła punkt ciężkości z liczby aparatów na liczbę wyszkolonych załóg i na tempo, w jakim producent potrafi wprowadzać poprawki.
Źródła
- FlyEye 3.6 dla Wojska Polskiego – Grupa WB
- Kolejne zestawy FlyEye dla Sił Zbrojnych RP – Grupa WB
- FlyEye Produced in Ukraine – WB Group
- WB Electronics FlyEye – Wikipedia
- Bezzałogowce FlyEye, Warmate i Gladius dla Sił Zbrojnych RP – ZBIAM
- Ponad 10 lat służby BSP FlyEye w Wojsku Polskim – Dziennik Zbrojny
- Zwiadowcze drony w służbie WOT – Radar / Rzeczpospolita
- WOT: Bezzałogowce Grupy WB chronią granicę z Białorusią – MILMAG
- WB Electronics dostarczy wojsku najnowszą wersję FlyEye z poprawionymi systemami – Strefa Obrony
- FlyEye daje przewagę – Polska Zbrojna
- Polskie drony znalazły nowego klienta – Defence24
- WB Electronics FlyEye. 2025 – Polot
- Ukrainian Brigade Uses Polish FlyEye Drone to Guide HIMARS Strike on Russian Positions Near Bakhmut – UNITED24 Media
- Poland’s Combat-Proven FlyEye Drones Begin Production in Ukraine to Boost Battlefield Reconnaissance – UNITED24 Media
- Polish company WB Group launches FlyEye unmanned aerial system production in Ukraine – Defence Industry Europe
- WB Group Launches FlyEye Drone Production in Ukraine – Odessa Journal
- Voices from the Front: UAS Pilot from Ukraine’s Spy Agency Shares Lessons from Battle – Inside Unmanned Systems
- WB Group FlyEye: Drone Specs, Top Speed & Range – Global Military
- FlyEye – Defence Tech Community
- FlyEye reconnaissance UAV, fourth view - MSPO 2026 – Wikimedia Commons
- UAV FlyEye 09 – Wikimedia Commons
- Polish Army Warmate Radom-2023 – Wikimedia Commons
Sebastian Baryś
Na co dzień nie zajmuję się zawodowo historią, jednak pomysł stworzenia tego serwisu dojrzewał we mnie przez kilka miesięcy. Jestem pasjonatem historii, a szczególnie okresu II wojny światowej. Dorastałem na „Sensacjach XX wieku” Bogusława Wołoszańskiego, poznając je zarówno w telewizji, jak i w formie książek oraz audycji. Pisanie publikacji pozwala mi łączyć zamiłowanie do odkrywania przeszłości z potrzebą opowiadania o niej w sposób rzetelny, przystępny i angażujący.


