Zagadka „Urugwaju”. Jak polski karabin wz. 35 łamał prawa balistyki i pancerze Wehrmachtu
Prędkość wylotowa 1275 m/s, miękki pocisk ołowiany wybijający w pancerzu 20-milimetrowy korek zamiast drogiego wolframu i skrzynie opatrzone klauzulą najwyższej tajemnicy. Odtwarzamy historię karabinu przeciwpancernego wz. 35 Józefa Maroszka: od fenomenu balistycznego Felsztyna i dramatu zapieczętowanych skrzyń we wrześniu 1939 roku, po niemiecki szturm na fort Eben Emael i włoskie boje pod El Alamein oraz nad Donem.
Z tej publikacji dowiesz się:
- 01Pocisk z ołowiu zamiast wolframu: Wbrew powszechnemu dogmatowi zbrojeniowemu ppłk dr Tadeusz Felsztyn zastosował w naboju 7,92 × 107 mm DS miękki ołowiany rdzeń. Przy prędkości uderzenia powyżej 1200 m/s ołów zachowywał się jak ciecz nieściśliwa, wybijając w pancerzu okrągły czop („korek”) o trzykrotnie większej średnicy.
- 02Geniusz masy i ergonomii: Karabin inż. Józefa Maroszka ważył zaledwie 9,15 kg (z dwójnogiem ok. 10 kg). Niemiecki odpowiednik PzB 38 ważył 16,2 kg, a brytyjski Boys Mk I – 16,3 kg. Polski strzelec mógł dynamicznie przemieszczać się w tyralierze jak ze zwykłym karabinem piechoty.
- 03Pochłanianie 65% energii odrzutu: Przy potężnym ładunku 11,15 g prochu bezdymnego energia odrzutu bez kompensacji złamałaby obojczyk strzelca. Maroszek skonstruował innowacyjny dwukomorowy hamulec wylotowy, redukujący odrzut do poziomu porównywalnego z karabinkiem Mauser wz. 29.
- 04Tragedia utajnienia i syndrom zapieczętowanych skrzyń: Kamuflaż pod fikcyjnym kontraktem dla Urugwaju oraz bezwzględny zakaz otwierania zalakowanych skrzyń bez hasła mobilizacyjnego sprawiły, że żołnierze zobaczyli broń tuż przed 1 września 1939 roku, nie oddawszy wcześniej ani jednego strzału ćwiczebnego.
- 05Druga wojna polskiej broni: Po kampanii wrześniowej Wehrmacht przejął ponad 800 sprawnych karabinów jako PzB 35(p), używając ich m.in. podczas ataku spadochroniarzy na belgijski fort Eben Emael. Około 800 sztuk sprzedano Włochom, którzy walczyli nimi pod Tobrukiem, El Alamein oraz nad rzeką Don w ZSRR.

Polski karabin przeciwpancerny wz. 35 „Ur” kalibru 7,92 mm na fabrycznym dwójnogu. Zaprojektowany przez inż. Józefa Maroszka, osiągał prędkość wylotową 1275 m/s i dzięki zjawisku hydrodynamicznemu wybijał w płytach pancernych dwucentymetrowy stalowy korek bez użycia drogiego węglika wolframu.
Wiosną 1939 roku na rampy kolejowe polskich pułków piechoty i kawalerii zaczęły zjeżdżać masywne, szare drewniane skrzynie. Każda z nich była opieczętowana czerwoną lakową pieczęcią Sztabu Głównego i oznaczona czarnym, szablonowym napisem: „Nie otwierać – sprzęt mierniczy dla Urugwaju”. W wojskowym żargonie przylgnęła do nich krótka nazwa: „Ur”. Dowódcom pułków pod groźbą sądu polowego i natychmiastowej dymisji zabroniono naruszania plomb bez wyraźnego rozkazu telegraficznego Ministra Spraw Wojskowych. Klucze do kłódek leżały w zapieczętowanych kopertach w pancernych kasach kancelarii tajnych. Wewnątrz drewnianych futerałów spoczywała broń, która w pierwszych dniach września 1939 roku miała wstrząsnąć niemiecką bronią pancerną i zadać kłam mitom o bezradności polskiego żołnierza.
Zamiast drogiego wolframu – prawa fizyki płynów
Gdy cały świat zbrojeniowy uważał, że pancerz można przebić wyłącznie twardym rdzeniem ze stopów wolframu, polscy konstruktorzy zrobili coś zgoła przeciwnego. Wykorzystali fakt, że pocisk z miękkiego ołowiu przy uderzeniu z prędkością przekraczającą 1200 m/s zachowuje się jak ciecz nieściśliwa. Zamiast przebijać pancerz szpicem, polski pocisk DS wycinał i wybijał w płycie stalowy korek o średnicy trzykrotnie przewyższającej kaliber broni.
1. Teoria kontra pancerz: Dlaczego Felsztyn postawił na ołów?
Początki polskiej rusznicy przeciwpancernej sięgają przełomu lat 20. i 30. XX wieku, gdy w Europie rozpoczęły się eksperymenty z pociskami o bardzo wysokich prędkościach wylotowych. Szczególną uwagę polskich wojskowych przykuły doświadczenia niemieckiego inżyniera Hermanna Gerlicha, który w swoim karabinie Halger-Ultra osiągnął prędkości rzędu 1400–1600 m/s. Gerlich stosował jednak lufę o stożkowym przewodzie – pocisk o specjalnych kołnierzach ulegał w trakcie lotu przez przewód lufy stopniowemu ściśnięciu. Rozwiązanie to, choć spektakularne, było koszmarnie drogie w produkcji masowej, a lufy stożkowe zużywały się już po kilkunastu wystrzałach.
Kierownik Działu Doświadczalnego Instytutu Badań Materiałów Uzbrojenia w Rembertowie (późniejszego WITU), ppłk dr inż. Tadeusz Felsztyn, uznał, że polski przemysł nie może pójść drogą luf stożkowych. Polska potrzebowała broni taniej, prostej w masowej produkcji i zasilanej amunicją niewymagającą importowanych surowców deficytowych. Felsztyn postawił hipotezę: zamiast komplikować lufę, należy maksymalnie powiększyć objętość ładunku prochowego w klasycznym kalibrze 7,92 mm i zbadać, jak przy prędkościach rzędu 1200–1300 m/s zachowa się stal pancerna uderzona pociskiem o miękkim rdzeniu.
„Doświadczenie wykazało rzecz zdumiewającą: przy uderzeniu pocisku z ołowianym rdzeniem z prędkością przekraczającą 1200 metrów na sekundę, pancerz nie pękał, ani nie był przewiercany. Pocisk zachowywał się jak ciecz pod kolosalnym ciśnieniem, wybijając w płycie pancernej okrągły, czysty korek ze stali o średnicy wielokrotnie przewyższającej kaliber broni. To, co działo się w środku wozu bojowego, przesądzało o losie załogi w ułamku sekundy.”
Kontekstwspomnienia powojenne publikowane w Londynie na łamach kwartalnika „Bellona”
Do realizacji tej koncepcji Fabryka Amunicji nr 1 w Skarżysku-Kamiennej opracowała gigantyczny nabój oznaczony kryptonimem DS (od „dalekonośny, spiczasty” lub od nazwiska ppłk. Dyszlewskiego). Łuska o długości 107,7 mm mieściła aż 11,15 grama progresywnego prochu bezdymnego – ponad trzykrotnie więcej niż standardowy nabój karabinowy 7,92 × 57 mm Mauser. Pocisk o masie 12,8 g (z ołowianym rdzeniem w stalowym płaszczu platerowanym melchiorem) opuszczał lufę z oszałamiającą prędkością 1275 m/s, generując energię kinetyczną rzędu 11,8 kJ.
Fizyka tego procesu była bezlitosna. Gdy pocisk uderzał w pancerz, czas trwania kontaktu wynosił ułamki milisekund. Przy ciśnieniu kontaktowym rzędu setek tysięcy atmosfer ołów tracił sztywność ciała krystalicznego i zachowywał się jak płyn hydrauliczny pod ciśnieniem. Czoło pocisku spłaszczało się, a generowana fala uderzeniowa wywoływała w płycie pancernej naprężenia ścinające. Płyta nie pękała radialnie – z pancerza dosłownie wyrywany był stalowy czop („korek”) o średnicy około 20 milimetrów. Wybity krążek stali pancernej, wraz ze sproszkowanymi szczątkami płaszcza i kropelkami stopionego ołowiu, wpadał do ciasnego wnętrza przedziału bojowego z prędkością kilkuset metrów na sekundę, siejąc całkowite zniszczenie.
Karabin wz. 35 „Ur”
- Kraj
- Polska
- Kaliber / Nabój
- 7,92 × 107 mm DS
- Masa broni
- 9,15 kg
- Prędkość V0
- 1275 m/s
- Przebijalność / 100 m
- 33 mm (90°) / 20 mm (30°)
Panzerbüchse 38 (PzB 38)
- Kraj
- Niemcy
- Kaliber / Nabój
- 7,92 × 94 mm Patr. 318
- Masa broni
- 16,2 kg
- Prędkość V0
- 1210 m/s
- Przebijalność / 100 m
- 30 mm (90°) / 25 mm (30°)
Boys Anti-Tank Rifle Mk I
- Kraj
- Wlk. Brytania
- Kaliber / Nabój
- 13,9 × 99 mmB (.55)
- Masa broni
- 16,3 kg
- Prędkość V0
- 747 m/s
- Przebijalność / 100 m
- 21 mm (90°) / 16 mm (30°)
Solothurn S-18/100
- Kraj
- Szwajcaria
- Kaliber / Nabój
- 20 × 105 mmB
- Masa broni
- 45,0 kg
- Prędkość V0
- 750 m/s
- Przebijalność / 100 m
- 35 mm (90°) / 20 mm (30°)
PTRD-41 (późniejszy)
- Kraj
- ZSRR
- Kaliber / Nabój
- 14,5 × 114 mm BS-41
- Masa broni
- 17,3 kg
- Prędkość V0
- 1012 m/s
- Przebijalność / 100 m
- 35 mm (90°) / 30 mm (30°)
Zestawienie parametrów fabrycznych. Zwraca uwagę relacja masy broni do energii kinetycznej: wz. 35 był niemal o połowę lżejszy od konstrukcji niemieckiej i brytyjskiej przy zbliżonych lub wyższych parametrach penetracji pancerza ówczesnych czołgów.
2. 9 kilogramów geniuszu Maroszka: Od Zakładów Ostrowieckich po hamulec wylotowy
O ile koncepcja balistyczna Felsztyna była rewolucyjna, o tyle urzeczywistnienie jej w formie funkcjonalnej broni strzeleckiej wydawało się z punktu widzenia ówczesnej metalurgii niemal niemożliwe. Zadanie skonstruowania karabinu powierzono młodemu, zaledwie 31-letniemu inżynierowi Józefowi Maroszkowi z Państwowej Fabryki Karabinów w Warszawie. Maroszek, wybitny uczeń prof. Stanisława Płużańskiego na Politechnice Warszawskiej, stanął przed dwoma gigantycznymi wyzwaniami: erozją termiczną lufy oraz śmiercionośnym odrzutem.
Pierwsze próby poligonowe z 1935 roku zakończyły się kryzysem technicznym. Przy ciśnieniu roboczym sięgającym 3500 atmosfer i temperaturze gazów prochowych przekraczającej 3000 stopni Celsjusza przewód lufy ulegał wypaleniu już po oddaniu 20–30 strzałów! Pocisk tracił prowadzenie w gwincie, zaczynał koziołkować w powietrzu, a prędkość wylotowa spadała dramatycznie. Dla wojska broń o żywotności kilkunastu strzałów była bezużyteczna.
Maroszek podjął współpracę z hutnikami z Zakładów Ostrowieckich. Opracowano specjalną recepturę stali stopowej chromowo-niklowo-molibdenowej, charakteryzującej się wyjątkową odpornością na zmęczenie cieplne i tarcie dynamiczne. Równolegle konstruktor zmienił geometrię przewodu lufy: spłycił bruzdy gwintu i wydłużył skok rotacyjny. Rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania – żywotność lufy wzrosła do około 300 strzałów. W warunkach wojennych oznaczało to zdolność przetrwania intensywnej kampanii, zwłaszcza że w każdej skrzyni transportowej umieszczono aż trzy zapasowe lufy i specjalny klucz umożliwiający ich wymianę w polu w niespełna trzy minuty.
„Niemcy nie mieli w 1939 roku niczego, co dorównywałoby Urowi pod względem relacji masy do siły ognia. Ich Panzerbüchse 38 ważyła ponad szesnaście kilogramów i była skomplikowanym mechanicznym potworem. Polski karabin ważył niewiele ponad dziewięć kilogramów, a żołnierz mógł z nim biec przez pole jak ze zwykłym karabinem piechoty.”
Kontekstekspert i publicysta bronioznawczy, autor studium „Rita z Urugwaju”
Drugim triumfem Maroszka był hamulec wylotowy. Obliczenia teoretyczne Departamentu Uzbrojenia wykazywały, że przy masie pocisku 12,8 g, naważce 11,15 g i masie karabinu rzędu 9 kg energia odrzutu swobodnego przekraczała 250 dżuli. Zwykły strzelec po pierwszym wystrzale doznałby skomplikowanego złamania obojczyka lub wybicia barku ze stawu. Wielu oficerów uważało wręcz, że broń musi być montowana na trójnogu lub kołowym wózku.
Maroszek zaprojektował smukły, dwukomorowy hamulec wylotowy o podłużnych bocznych szczelinach, skierowanych pod kątem ku tyłowi. Wypływające z lufy gazy prochowe o gigantycznym ciśnieniu uderzały w wewnętrzne ścianki komór hamulca, dosłownie „ciągnąc” karabin w przód w chwili wystrzału. Badania laboratoryjne wykazały, że urządzenie pochłaniało aż 65% energii odrzutu! Odrzut odczuwany przez strzelca był zaledwie nieznacznie większy niż w standardowym karabinku Mauser wz. 29. Karabin wyposażono w lekki, składany dwójnóg oraz zamek suwliwo-obrotowy z charakterystycznym pierścieniem bezpiecznika na końcu trzonu, pozwalającym na błyskawiczne napięcie iglicy jednym palcem w rękawicy.

Zdjęcie poglądowe z oficjalnej tajnej instrukcji Ministerstwa Spraw Wojskowych z 1938 roku: „Instrukcja o noszeniu, troczeniu i pakowaniu wyposażenia kawalerii”. Ułan prezentuje pozycję strzelecką z karabinem wz. 35 opartym na składanym dwójnogu.
3. Skrzynie „Eksport Urugwaj”: Jak paranoja tajemnicy sparaliżowała własną piechotę
W listopadzie 1935 roku karabin został oficjalnie zatwierdzony do uzbrojenia Wojska Polskiego jako „karabin przeciwpancerny wzór 35”. Równolegle zapadła decyzja, która na zawsze zaciążyła na losach tej broni: objęcie całego programu bezwzględną, niespotykaną w innych armiach klauzulą tajności. Aby zmylić wywiady Abwehry i GRU, w dokumentach handlowych, transportowych i magazynowych figurowała fikcyjna transakcja eksportowa dla rządu Urugwaju. Stąd narodził się kryptonim „Ur”.
Historyk wojskowości Jędrzej Korbal, współautor monografii poświęconej broni wz. 35 w serii „Wielki Leksykon Uzbrojenia”, szczegółowo przeanalizował archiwalne instrukcje Sztabu Głównego regulujące obieg skrzyń w jednostkach. Zgodnie z rozkazem Oddziału I Sztabu Głównego z wiosny 1939 roku, skrzynie z napisem „sprzęt mierniczy” miały spoczywać w magazynach mobilizacyjnych w stanie nienaruszonym. Naruszenie choćby jednej pieczęci lakowej wiązało się z koniecznością natychmiastowego powołania specjalnej komisji śledczej z udziałem delegata Sztabu Głównego pod rygorem odpowiedzialności przed sądem wojennym.
„Karabin wzór 35 był genialnym osiągnięciem polskiej myśli politechnicznej, ale padł ofiarą zbrodniczej wręcz naiwności biurokratycznej i paranoi utajnienia. Trzymanie najskuteczniejszej broni przeciwpancernej w zalakowanych skrzyniach, których nie wolno było otworzyć przed wybuchem wojny pod karą śmierci, sprawiło, że polski żołnierz uczył się strzelać do niemieckich czołgów dopiero pod bombami wroga, a setki karabinów zakopano w lasach bez oddania strzału.”
Kontekstanaliza przygotowań obronnych Polski w monografiach poświęconych II wojnie światowej
Z punktu widzenia kontrwywiadu motywy Sztabu Głównego były zrozumiałe. Jak podkreśla współczesny historyk wojskowości Norbert Bączyk, polskie dowództwo zdawało sobie sprawę, że jeśli Niemcy dowiedzą się o istnieniu broni przebijającej 30 mm stali, natychmiast zamówią w zakładach Kruppa dodatkowe płyty ekranujące (tzw. Zusatzpanzer) dla swoich wozów Pz.I i Pz.II, czym zneutralizują przewagę polskiej piechoty przed rozpoczęciem konfliktu. Obawa przed utratą atutu zaskoczenia była w pełni racjonalna.
Cena tej ostrożności okazała się jednak katastrofalna. Tajne kursy obsługi prowadzono w Rembertowie wyłącznie dla wąskiej grupy oficerów i podoficerów, którym zabroniono sporządzania jakichkolwiek notatek. Szeregowi żołnierze w pułkach piechoty po raz pierwszy zobaczyli karabin pod koniec sierpnia, a w wielu oddziałach – dopiero w nocy z 31 sierpnia na 1 września lub po rozpoczęciu bombardowań. Nie było mowy o jakimkolwiek treningu strzeleckim z ostrej amunicji. Wielu żołnierzy bało się potężnego wystrzału, nie znało poprawki balistycznej na ruchomy cel ani nie wiedziało, w które elementy niemieckich czołgów należy celować.
Co gorsza, w pierwszych dobach wojny część dowódców niższego szczebla, sparaliżowana rygorem instrukcji pokojowych, wciąż bała się otworzyć skrzynie bez formalnego, pisemnego rozkazu dowódcy dywizji. W chaosie odwrotu po przerwaniu frontu nad Wartą i Narwią setki fabrycznie nowych karabinów wz. 35, wciąż zabezpieczonych fabrycznymi plombami, zakopywano w lasach, topiono w rzekach lub porzucano na zablokowanych stacjach kolejowych, nie oddawszy z nich ani jednego strzału.
4. Stalowy wstrząs pod Mokrą: Co naprawdę działo się we wnętrzu czołgów?
Tam jednak, gdzie karabiny wz. 35 trafiły w ręce zdecydowanych i przeszkolonych żołnierzy, efekt ich użycia był porażający. Najbardziej spektakularnym sprawdzianem broni stała się bitwa pod Mokrą, stoczona 1 września 1939 roku przez Wołyńską Brygadę Kawalerii płk. Juliana Filipowicza z nacierającą niemiecką 4. Dywizją Pancerną gen. Georga-Hansa Reinhardta.
Ułani z 21. Pułku Ułanów Nadwiślańskich oraz 12. Pułku Ułanów Podolskich, wspierani przez batalion strzelców, zajęli zamaskowane stanowiska w zagajnikach i wzdłuż nasypu linii kolejowej Herbsko-Kłobuckiej. Gdy niemieckie czołgi Pz.Kpfw. I i Pz.Kpfw. II oraz wozy pancerne ruszyły do natarcia przez otwarte pola, polscy strzelcy wz. 35 otworzyli ogień z odległości 100–150 metrów. Pancerze niemieckich wozów – mające grubość zaledwie 13 mm w Panzer I oraz 14,5 mm w Panzer II – nie stanowiły dla pocisków DS żadnej przeszkody.
Wspomnienia uczestników walk pod Mokrą odzierają tamto starcie z powojennych mitów filmowych. Czołgi trafione przez karabiny wz. 35 rzadko stawały w płomieniach czy spektakularnie eksplodowały. Strzelec oddawał strzał, słychać było metaliczne uderzenie pocisku o burtę kadłuba, po czym maszyna nagle gwałtownie zwalniała, zbaczała z drogi i bezradnie zatrzymywała się w bruzdach pola. Wewnątrz działy się rzeczy tragiczne: wybity z pancerza stalowy korek zrywał przewody paliwowe, rozbijał blok silnika lub ranił kierowcę i mechanika, uniemożliwiając manewr.
Niemieccy czołgiści byli w głębokim szoku. Z raportów pobojowiska sporządzonych przez służby techniczne 4. Dywizji Pancernej wynikało, że niemieckie załogi początkowo sądziły, iż zostały ostrzelane przez ukryte w gęstwinie działka małego kalibru. Przebicia pancerza bocznego i wież odnotowano nawet w czechosłowackich czołgach Pz.Kpfw. 35(t) oraz we wczesnych wersjach Pz.Kpfw. III i IV (gdzie pancerz boczny wynosił zaledwie 15–20 mm). Pod Mokrą niemiecka 4. Dywizja Pancerna straciła ponad sto wozów bojowych zniszczonych i uszkodzonych, a tempo niemieckiego blitzkriegu w pasie Armii „Łódź” zostało zahamowane na ponad dobę.
Karabiny wz. 35 odegrały równie kluczową rolę w walkach 10. Brygady Kawalerii płk. Stanisława Maczka pod Jordanowem i Wysoką (1–3 września), gdzie skutecznie powstrzymywały niemiecką 2. Dywizję Pancerną, w bitwie pod Wolą Cyrusową, a także na barykadach Ochoty i Woli w czasie obrony Warszawy 8–9 września, gdzie strzelcy wz. 35 eliminowali niemieckie czołgi próbujące wedrzeć się w głąb ulic Grójeckiej i Wolskiej.
Formacje i kraje użytkujące karabin przeciwpancerny wz. 35
04Polska (Wojsko Polskie)
Organiczny środek przeciwpancerny plutonu i szwadronu

- Flota
- ok. 3500 sztuk (zamówiono 7610)
- Status
- Użycie bojowe IX 1939
Przydział etatowy: 92 sztuki na dywizję piechoty (po 3 na kompanię), 52 sztuki na brygadę kawalerii.
III Rzesza (Wehrmacht / Luftwaffe)
Panzerbüchse 35(polnisch) – PzB 35(p) / PzB 770(p)

- Flota
- ok. 800–880 sztuk przejętych w IX 1939
- Status
- Służba liniowa 1939–1941
Wysoce oceniony na poligonie Kummersdorf za masę i celność. Wycofany z linii po wyczerpaniu zapasów polskiej amunicji.
Włochy (Regio Esercito)
Fucile Controcarro 35(P)

- Flota
- ok. 800 sztuk kupionych od Niemiec (1940/1941)
- Status
- Służba bojowa 1941–1943
Używany przeciwko brytyjskim wozom typu Cruiser i Universal Carrier oraz radzieckim czołgom lekkim T-60 i T-70.
Finlandia (Maavoimat)
Panssarintorjuntakivääri 39 (8 mm pst kiv/38 / kiv/39)

- Flota
- 30 sztuk zakupionych przez Węgry w 1940
- Status
- Wojna Kontynuacyjna (1941–1944)
Dotarły po zakończeniu Wojny Zimowej; wykorzystane w walkach ofensywnych w Karelii w 1941 r.
Pojedyncze egzemplarze broni po internowaniu oddziałów Wojska Polskiego po 17 września 1939 r. znalazły się także w arsenale Rumunii i Węgier.
5. Druga wojna „Ura”: Panzerbüchse 35(p) na dachu fortu Eben Emael i w Afryce
Upadek Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku nie oznaczał końca historii karabinu wz. 35. W ręce Wehrmachtu wpadło ponad 800 sprawnych egzemplarzy broni wraz z setkami tysięcy sztuk nienaruszonej amunicji DS. Niemiecki Urząd Uzbrojenia Wojsk Lądowych (Heereswaffenamt) natychmiast skierował zdobyczną broń na poligon doświadczalny w Kummersdorfie pod Berlinem.
Raporty niemieckich balistyków z Kummersdorfu były pełne uznania. Karabiny przyjęto do oficjalnego rejestru uzbrojenia Wehrmachtu pod oznaczeniem Panzerbüchse 35(polnisch) – PzB 35(p) (w późniejszym wykazie sprzętu zdobycznego: PzB 770(p)). Niemcy byli zachwyceni poręcznością broni: ich rodzima rusznica PzB 38 ważyła ponad 16 kilogramów i była skomplikowanym mechanicznym urządzeniem z opadającym blokiem zamkowym i półautomatycznym przeładowaniem, podatnym na zacięcia w błocie. Polski wz. 35, ważący zaledwie 9 kilogramów, był prosty, niezawodny i dysponował znakomitą, płaską trajektorią lotu pocisku.

Fotografia z archiwum SA-kuva (nr 113078) z 6 listopada 1942 roku: polski karabin przeciwpancerny wz. 35 w służbie armii fińskiej pod oznaczeniem 8 mm pst kiv/38. Broń została zakupiona za pośrednictwem Węgier i służyła na froncie wschodnim w Karelii.
Najbardziej elitarny i zarazem sensacyjny epizod wojenny zdobycznych karabinów rozegrał się 10 maja 1940 roku w Belgii. Grupa szturmowa niemieckich spadochroniarzy pod dowództwem kpt. Waltera Kocha (Sturmabteilung Koch), lądująca na szybowcach transportowych DFS 230 bezpośrednio na płycie pancernej potężnego fortu Eben Emael, miała na wyposażeniu polskie karabiny PzB 35(p). Podczas gdy saperzy wysadzali wieże ładunkami kumulacyjnymi, strzelcy wyborowi z polskimi karabinami prowadzili z odległości kilkudziesięciu metrów ogień do stalowych kopuł obserwacyjnych, peryskopów i szczelin strzeleckich belgijskich bunkrów, oślepiając załogę fortu.
Wiosną 1940 roku Wehrmacht użył karabinów PzB 35(p) także w kampanii francuskiej, gdzie z powodzeniem zwalczały one francuskie czołgi lekkie Renault R35 i Hotchkiss H35 oraz brytyjskie czołgi pościgowe Cruiser. Niemcy nie zdecydowali się jednak na uruchomienie własnej produkcji amunicji 7,92 × 107 mm. Gdy po zakończeniu walk we Francji zapasy polskich nabojów zaczęły się wyczerpywać, a na horyzoncie pojawiły się czołgi o pancerzach przekraczających 40–50 mm, Berlin postanowił spieniężyć zdobyczny arsenał.
W latach 1940–1941 Niemcy sprzedali około 800 sztuk karabinów wz. 35 swojemu sojusznikowi – Królestwu Włoch. We włoskiej armii (Regio Esercito) broń otrzymała oficjalną nazwę Fucile Controcarro 35(P). Włosi, cierpiący na chroniczny brak lekkiej broni przeciwpancernej, wysłali polskie karabiny na swoje najważniejsze teatry operacyjne:
- Afryka Północna (1941–1942): Fucile 35(P) trafiły do elitarnych jednostek walczących na pustyni Libii i Egiptu – dywizji pancernej „Ariete”, dywizji zmotoryzowanej „Trieste” oraz spadochroniarzy z legendarnej dywizji „Folgore”. Używano ich w zmaganiach o Tobruk i pod El Alamein, gdzie z łatwością dziurawiły pancerze brytyjskich wozów rozpoznawczych Daimler Dingo, transporterów Bren Universal Carrier oraz czołgów lekkich Vickers Mk VI.
- Front wschodni – rzeka Don (1942–1943): Włoska 8. Armia (ARMIR – Armata Italiana in Russia) pod dowództwem gen. Italo Gariboldiego zabrała polskie karabiny na bezkresne stepy ZSRR. W krwawych walkach obronnych nad Donem włoska piechota używała ich do odpierania radzieckich kontrataków z udziałem lekkich czołgów T-60 i T-70.
- Front fiński w Karelii (1941): Partia 30 karabinów wz. 35, kupiona przez Finlandię za pośrednictwem Węgier pod oznaczeniem Psv.kiv/39 (8 mm pst kiv/38), wzięła udział w Wojnie Kontynuacyjnej, wspierając fińskie natarcie na Przesmyku Karelskim przeciwko radzieckim wozom T-26.
Prywatny pojedynek inżyniera Maroszka i powrót z Omanu
Twórca karabinu, inż. Józef Maroszek, we wrześniu 1939 roku podczas ewakuacji pociągiem pracowników WITU został zaatakowany przez Luftwaffe pod Zdołbunowem na Wołyniu. Wybiegł na nasyp kolejowy ze swoim prywatnym prototypem karabinu samopowtarzalnego wz. 38M i celnymi strzałami zabił strzelca oraz zranił pilota niemieckiego samolotu, zmuszając maszynę do awaryjnego lądowania. Z kolei w 2013 roku Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Muzeum Wojska Polskiego sprowadziły unikalny egzemplarz karabinu wz. 35 z... Sułtanatu Omanu, dokąd trafił po wojnie z dawnych zapasów brytyjskich po walkach z Włochami w Afryce.
6. Bilans legendy: Co broń mogła zmienić, a czego zmienić nie mogła?
Po kilkudziesięciu latach od zakończenia II wojny światowej wokół karabinu wz. 35 „Ur” narosły dwa skrajne i jednakowo fałszywe mity. Pierwszy z nich, zrodzony w pracowniach propagandy Goebbelsa, przedstawiał Wojsko Polskie jako anachroniczną masę konną bezskutecznie szarżującą na niemieckie czołgi z szablami. Drugi, zrodzony z powojennego resentymentu, głosił, że gdyby nie paranoja tajemnicy i brak rozkazów, karabin „Ur” mógł samodzielnie powstrzymać inwazję Wehrmachtu i odmienić losy kampanii wrześniowej.
Współczesna historiografia wojskowa, reprezentowana m.in. przez Norberta Bączyka, Leszka Erenfeichta i Jędrzeja Korbala, bezlitośnie weryfikuje oba te mity. Wojsko Polskie w 1939 roku dysponowało przemyślaną i wysoce nowoczesną koncepcją obrony przeciwpancernej, w której lekki wz. 35 stanowił organiczne uzupełnienie znakomitych armat Boforsa kal. 37 mm. Na poziomie taktycznym – w skali pojedynczego plutonu piechoty czy szwadronu ułanów – posiadanie broni zdolnej do eliminacji wrogiego wozu z odległości 200 metrów było atutem bezcennym, co udowodniła bitwa pod Mokrą.
Jednocześnie żaden historyk techniki wojskowej nie ma wątpliwości: okno technologiczne karabinów przeciwpancernych kalibru poniżej 15 mm było wyjątkowo krótkie. Już w 1941 roku na polach bitew pojawiły się radzieckie czołgi średnie T-34 oraz ciężkie KW-1, a niemieckie Pz.Kpfw. III i IV otrzymały pancerze czołowe o grubości 50–60 mm. W starciu z takimi potęgami pocisk 7,92 mm z ołowianym rdzeniem stawał się bezsilny. Los ten podzieliły wszystkie konstrukcje tego typu – od niemieckiego PzB 39 po brytyjskiego Boysa.
Co więcej, losów wojny obronnej 1939 roku nie rozstrzygnęła obecność lub brak kilkuset dodatkowych karabinów w pierwszej linii. Polska uległa potędze militarnej przeciwnika przede wszystkim na skutek druzgocącej przewagi Luftwaffe, braku własnej obrony przeciwlotniczej i motoryzacji, opieszałości sojuszników zachodnich w Abbeville oraz śmiertelnego ciosu w plecy zadanego przez Związek Radziecki 17 września. Karabin wz. 35 nie mógł ocalić Rzeczypospolitej przed klęską strategiczną.
Pozostaje on jednak czymś innym: niepodważalnym symbolem geniuszu polskich inżynierów i hutników okresu międzywojennego. W warunkach zniszczeń popowstaniowych, kryzysu gospodarczego i braku strategicznych surowców Józef Maroszek i Tadeusz Felsztyn stworzyli konstrukcję, która wyprzedziła myśl techniczną Niemiec, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego. Zamiast kopiować schematy, zaprzęgli do walki prawa fizyki płynów, tworząc broń, która do dziś budzi podziw na strzelnicach i w salach muzealnych całego świata.
Co warto zapamiętać
- Sukces konstrukcyjny Maroszka i Felsztyna dowiódł, że polska myśl politechniczna potrafiła wyprzedzić czołowe mocarstwa zbrojeniowe świata, rozwiązując problem zwalczania pancerza przy ułamku kosztów surowcowych.
- Nadmierna paranoja kontrwywiadowcza zneutralizowała część potencjału bojowego broni: strach dowódców przed samowolnym zerwaniem plomb doprowadził w chaosie odwrotu do bezużytecznego zakopania setek fabrycznie nowych karabinów.
- W bitwie pod Mokrą oraz w obronie Warszawy wz. 35 bezdyskusyjnie obalił propagandowy mit o bezradności Wojska Polskiego wobec czołgów, zadając niemieckiej 4. Dywizji Pancernej ciężkie straty sprzętowe.
- Nawet najlepsza broń taktyczna najniższego szczebla nie była w stanie zrekompensować braku osłony przeciwlotniczej, miażdżącej przewagi operacyjnej Luftwaffe oraz ciosu w plecy zadanego przez Armię Czerwoną 17 września.
Źródła
- Karabin przeciwpancerny wz. 35 „Ur” (Wielki Leksykon Uzbrojenia. Wrzesień 1939, tom 199) – Edipresse Polska / Paweł Janicki, Jędrzej Korbal
- Rita z Urugwaju – 7,9 mm karabin wz. 35 (Magazyn „Strzał”, nr 4/2005) – Magazyn Strzał / Leszek Erenfeicht
- Dlaczego karabin „Ur” był otoczony taką tajemnicą? (Podcast Wojenne Historie) – Podcast Wojenne Historie / Norbert Bączyk, Kamil Kawalec
- Broń strzelecka Wojska Polskiego 1918–1939 – Wydawnictwo MON / Zbigniew Gwóźdź, Piotr Zarzycki
- Karabin przeciwpancerny wz. 35 (Typy Broni i Uzbrojenia nr 112) – Wydawnictwo MON / Roman Matuszewski, Ireneusz J. Wojciechowski
- Wspomnienia z prac nad amunicją przeciwpancerną w Instytucie Badań Materiałów Uzbrojenia – Kwartalnik „Bellona” (Londyn, 1956) / ppłk dr inż. Tadeusz Felsztyn
- Kampania 1939 roku. Początek II wojny światowej – Wydawnictwo Sejmowe / prof. Paweł Wieczorkiewicz
- German Anti-Tank Rifles of World War II: PzB 38 and PzB 39 – Osprey Publishing / Luc Guillou
- The Fall of Eben-Emael: The Glider Assault that Opened the West – Osprey Publishing / Chris McNab
- Finnish Anti-Tank Rifles 1939–1945: The Continuation War Operations – Wartime Photograph Archive of the Finnish Defence Forces (SA-kuva)
Sebastian Baryś
Na co dzień nie zajmuję się zawodowo historią, jednak pomysł stworzenia tego serwisu dojrzewał we mnie przez kilka miesięcy. Jestem pasjonatem historii, a szczególnie okresu II wojny światowej. Dorastałem na „Sensacjach XX wieku” Bogusława Wołoszańskiego, poznając je zarówno w telewizji, jak i w formie książek oraz audycji. Pisanie publikacji pozwala mi łączyć zamiłowanie do odkrywania przeszłości z potrzebą opowiadania o niej w sposób rzetelny, przystępny i angażujący.


